Archiwum
Listopad 2005
Grudzień 2005
Styczeń 2006
Luty 2006
Ostatnie wpisy
  • ...nienawidze zimy
  • ...jak kurwie w deszcz
  • ...Święta Święta i po Świętach
  • ...zwanym dalej dyskoteką
  • Kuku
Zakładki:
Blokersi
Bladosek
Inul
KooT
Piotrusss
Wredna
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blog blog
RSS
poniedziałek, 27 lutego 2006
...nienawidze zimy
... jak wyżej.
02:24, spidix
Link Komentarze (3) »
piątek, 27 stycznia 2006
...jak kurwie w deszcz
        ...zaczęła sie sesja. Niby nic w tym dziwnego, w sumie jestem jeszcze na studiach, ale nigdy jeszcze nie miałem w sesji... 10 egzaminów (o kurwa). Człowiek nie wie po pewnym czasie za co ma sie brać, czy za nauke, czy za robote, czy może pójść na imprezke albo z kumplami na piwko... czy też najzwyczajniej w świecie sie poobijać. Ja już wybrałem... wszystko inne oprócz... nauki :-)
         ...ogólnie wszystko byłoby okej gdyby nie była to moja ostatnia sesja i gdyby nie zbliżał się czas obrony. Dać rade... dam napewno, pytanie tylko ile czasu, wysiłku i stresu będzie mnie to koszowało. Niby to nie pierwszyzna i zdążyłem się już przyzwyczaić, ale co ja kurwa jestem... robocop? ;-) "Na szczęście" w tym bajzlu nie jestem osamotniony (tu ukłony w strone K. R. - respect) :-)
          ...ogólnie jest do dupy... pociesza jedynie fakt, że niedługo wiosna... rower... wyprawy... maratony... parasolki... and more more more. Miejmy tylko nadzieje, że tutaj tylko na planach się nie skończy.
          ...natomiast początek roku... robota... sesja... no cóż, idzie mi jak co roku... czyli... jak kurwie w deszcz.
23:46, spidix
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 grudnia 2005
...Święta Święta i po Świętach

          Jak co roku przychodzi ten okres, gdy człowiek mówi "Święta Święta i po Świętach". Przekazuje w ten sposób, że wpieprzając specjały przygotowane na Wigilię zmęczył się jeszcze bardziej niż pracując zawodowo tudzież nie... Dla nas jednakże święta sie jeszcze nie skończyły. Po niezbyt udanej "wyprawie" do Rzeszowa powróciłem następnego ranka do LU z zamiatem zabawienia się wieczorem na całego... Wykonanie kilku telefonów do M-Squad`u zajęło mi dosłownie chwileczke, z niekórymi nawet udało sie zgadać poprzez jakże zacny komunikator zwany GG. Krotkie tydyrydy z każdym i wieczór ustawiony.

           Wychodzimy...

           Kilka piwek w jednej knajpie... chwila drogi i lądujemy w pewnym lubelskim lokalu o nazwie lekko wiejącej komuną.

            Wchodzimy...

            Stolika z wolnym krzesłem coby posadzić nasze ciężkie dupy - nie uwidzisz. M-Squad zasiada więc przy barze. W sumie było to najlepsze rozwiązanie jakie mogliśmy wybrać. Blisko do kranu i o to chyba chodziło...:) Następna kolejeczka złocistego napoju, gęby coraz bardziej sie otwierają, uśmiech nie schodzi z ryja do momentu gdy... M. zaczął "śpiewać". W tym momencie śmiech przeszedł w ryk... dopóki... M. swym "śpiewem" nie wyrwał jakiejś laski... W tym momencie kopary nam po prostu opadły... nikt nie wie co siedzieje, gdy tymczasem panna dołączyła do "śpiewającego" już M. i zaczęła mu towarzyszyć w wydobywaniu z gardła czegoś co M. nazywa głosem :)

             Znów ryk... :-)

             Następne piwko... rozpoczynają sie rozmowy typu "...ale ja cie szanuje..." - standardzik jeśli chodzi o nasze wspólne wyjścia, a jak podejrzewam nie tylko nasze ;) Jest to jeden z sygnałów, że czas sie zbierać do domu. Zdecydowanym krokiem ruszyliśmy do taksówki... i pojechalismy ze smutnym panem taksówkarzem.... do knajpy w której wszystko się zaczęło... Zamknięte! I w tym to momencie stało się coś dla mnie niezrozumiałego... Chłopaki z M-Squadu, (a było ich trzech) mieszkający w jednym bloku, co lepsze w jednej klatce... zamówili sobie dwie taksówki... Dlaczego? Czy to był żart? A może to wilk z tego lasu? Ot taki mały wybryk - nieporozumienie :-) 

16:48, spidix
Link Komentarze (2) »
sobota, 19 listopada 2005
...zwanym dalej dyskoteką

         Wyszedłem dziś w nocy na chwile z pracy (niestety, studia dzienne i nielimitowany czas pracy - dzięki Bogu znów ją mam - robią swoje i nawet w takich godzinach pracuje), aby sie przewietrzyć... była 24:00 tak pi razy oko ---> mniej więcej. Po wypaleniu pierwszego papierosa stwierdziłem, że wejde sobie do "klubu" ---> zwanego dalej dyskoteką, na małą kolę... o ile coś takiego w ogóle istnieje. Słuchajcie... wchodze... a tam... normalny lubelski przegląd cycków u panienek i lansujących się debili z jakimiś takimi popierdolonymi czubami na łbie, że niby to irokezy... fakt podobne to troche może i jest... tylko że kiedyś irokez coś znaczył, za to teraz... może go nosić każdy nadęty laluś posiadający ojcowe BMW bądź inny sportowy wynalazek, ubrany w jakieś zwiewne marynarki z jakiegoś brokatowego materiału i w buty... nosz kurwa... Jak można założyć buty... ze skóry... czegoś co sie jeszcze ruszało gdy on miał już go na nodze z czubem wywiniętym aż pod kolano!! No sorry to jakaś paranoja!! Albo... Zajebiste spodnie (naprawde) zajebista marynarka (naprawde) i kurwa trampki... No ludzie... Po raz pierwszy w życiu nie wiedziałem czy mam się śmiać czy płakać. Tu zapaliłem drugiego papierosa. No ale nic... brne dalej skoro mnie już wpuścili do tego zacnego lokalu. Tu prawdopodobnie jak i w wielu innych miastach zaczęła obowiązywać jakaś dziwna selekcja... tym ludziom po prostu odjebało!. Przeszedłem jedną sale... telewizor wmontowany w ściane.... drugą salę... vip room z wmontowaną białą skórzaną kanapą (700 zł rezerwacja i wszyscy sie tym zachwycają, np że tam kiedyś siedzieli... ja też tam kurwa siedziałem ale nie wiedziałem, że za takie pieniądze, gdybym wiedział nie posadziłbym tam swojej prostackiej dupy). Trzecia sala... muzyczka całkiem fajna coś ala... nie wiem jak to nazwać... kilku kolesi wyginających sie jak paralitycy w gaciach z krokiem do kolan i z jakimis opaskami na łbach robi z siebie idiotów ----> norma... za to panienki... wpatrzone w tych kolesi jak w obrazki, zachwycone, sikają po majtkach tylko dlatego, że koleś ma pełny portfel (tatusia, przecież nie swój) i wygiął się tak, że o mało nie pożarł własnego siuśka... następna paranoja. Teraz najlepsze... wracam na pierwszą salę i podchodze do baru... barmanka - całkiem znośna -  pyta mnie: "co podać?" odpowiadam grzecznie: "kole" po czym poczułem jak jakieś 15 osób patrzy na mnie "jak szpak w pizde" i zastanawia sie "skąd też ten koleżka sie urwał". Gdy już im przeszło do obok mnie stojącej laski podchodzi koleżka... czaił sie długo za rogiem ale w końcu zdobył sie na odwagę poprosić ją zręcznie i grzecznie do tańca. On: "Wykurwim w tany maleńka??"...

... po czym wróciłem z powrotem do biura zadowolony z tak pożytecznej i jakże bardzo edukującej mnie przechadzki nie zapalając już trzeciego papierosa. Teraz już wiem jak poderwać laske nie wysilając sie zbytnio :-D

Mam nadzieje (choć mówią, że nadzieja matką głupich) tylko, że ten Świat nie poszedł jeszcze na tyle daleko, aby wszystkie kobiety były takie jak spotkałem tam... w klubie ---> zwanym dalej dyskoteką ;-) 

01:49, spidix
Link Komentarze (3) »
czwartek, 17 listopada 2005
Kuku
Łosz w morde, :-) Mam bloxa...
19:46, spidix
Link Komentarze (5) »
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog