Wyszedłem dziś w nocy na chwile z pracy (niestety, studia dzienne i nielimitowany czas pracy - dzięki Bogu znów ją mam - robią swoje i nawet w takich godzinach pracuje), aby sie przewietrzyć... była 24:00 tak pi razy oko ---> mniej więcej. Po wypaleniu pierwszego papierosa stwierdziłem, że wejde sobie do "klubu" ---> zwanego dalej dyskoteką, na małą kolę... o ile coś takiego w ogóle istnieje. Słuchajcie... wchodze... a tam... normalny lubelski przegląd cycków u panienek i lansujących się debili z jakimiś takimi popierdolonymi czubami na łbie, że niby to irokezy... fakt podobne to troche może i jest... tylko że kiedyś irokez coś znaczył, za to teraz... może go nosić każdy nadęty laluś posiadający ojcowe BMW bądź inny sportowy wynalazek, ubrany w jakieś zwiewne marynarki z jakiegoś brokatowego materiału i w buty... nosz kurwa... Jak można założyć buty... ze skóry... czegoś co sie jeszcze ruszało gdy on miał już go na nodze z czubem wywiniętym aż pod kolano!! No sorry to jakaś paranoja!! Albo... Zajebiste spodnie (naprawde) zajebista marynarka (naprawde) i kurwa trampki... No ludzie... Po raz pierwszy w życiu nie wiedziałem czy mam się śmiać czy płakać. Tu zapaliłem drugiego papierosa. No ale nic... brne dalej skoro mnie już wpuścili do tego zacnego lokalu. Tu prawdopodobnie jak i w wielu innych miastach zaczęła obowiązywać jakaś dziwna selekcja... tym ludziom po prostu odjebało!. Przeszedłem jedną sale... telewizor wmontowany w ściane.... drugą salę... vip room z wmontowaną białą skórzaną kanapą (700 zł rezerwacja i wszyscy sie tym zachwycają, np że tam kiedyś siedzieli... ja też tam kurwa siedziałem ale nie wiedziałem, że za takie pieniądze, gdybym wiedział nie posadziłbym tam swojej prostackiej dupy). Trzecia sala... muzyczka całkiem fajna coś ala... nie wiem jak to nazwać... kilku kolesi wyginających sie jak paralitycy w gaciach z krokiem do kolan i z jakimis opaskami na łbach robi z siebie idiotów ----> norma... za to panienki... wpatrzone w tych kolesi jak w obrazki, zachwycone, sikają po majtkach tylko dlatego, że koleś ma pełny portfel (tatusia, przecież nie swój) i wygiął się tak, że o mało nie pożarł własnego siuśka... następna paranoja. Teraz najlepsze... wracam na pierwszą salę i podchodze do baru... barmanka - całkiem znośna - pyta mnie: "co podać?" odpowiadam grzecznie: "kole" po czym poczułem jak jakieś 15 osób patrzy na mnie "jak szpak w pizde" i zastanawia sie "skąd też ten koleżka sie urwał". Gdy już im przeszło do obok mnie stojącej laski podchodzi koleżka... czaił sie długo za rogiem ale w końcu zdobył sie na odwagę poprosić ją zręcznie i grzecznie do tańca. On: "Wykurwim w tany maleńka??"...
... po czym wróciłem z powrotem do biura zadowolony z tak pożytecznej i jakże bardzo edukującej mnie przechadzki nie zapalając już trzeciego papierosa. Teraz już wiem jak poderwać laske nie wysilając sie zbytnio :-D
Mam nadzieje (choć mówią, że nadzieja matką głupich) tylko, że ten Świat nie poszedł jeszcze na tyle daleko, aby wszystkie kobiety były takie jak spotkałem tam... w klubie ---> zwanym dalej dyskoteką ;-)